.
. Nie nazywali wszystkiego, co ich otaczało. Wszystko - to zawsze za dużo. Nazywali tylko to, co ich ciekawiło albo dręczyło.. <
Partners
Categories
Random Posts:
- - Wskakuj, Jaskier! I trzymaj się! Poecie nie trzeba było dwa razy powtarzać. Koń przysiadł lekko pod ciężarem dodatkowego jeźdźca, ale dźgnięty dwiema parami pięt poszedł w ostry galop. Nadciągające mrowie Nilfgaardczyków stanowiło teraz zagrożenie o wiele większe niż Yissegerd i jego korpus, cwałowali więc wzdłuż pierścienia obozowych posterunków, usiłując jak najszybciej zemknąć z linii mogącego rozgorzeć lada moment starcia obu wojsk. Nilfgaardczycy byli jednak blisko i dostrzegli ich. Jaskier wrzasnął, Geralt obejrzał się i też zobaczył, jak ciemna ściana nilfgaardzkiego zagonu zaczyna wysuwać w ich stronę czarne macki pościgu. .
- - Słuchajcie no, panie magiku - rzekł cicho ogromny Rębacz. - Zanim zaczniecie wykonywać te wasze ruchy ręką, posłuchajcie. Mógłbym długo tłumaczyć, proszę waszmości, co sobie robię z twoich zakazów, z twoich legend i z twojego głupiego gadania. Ale nie chce mi się. Niech więc to starczy ci za moją odpowiedź. Boholt odchrząknął, przyłożył palec do nosa i z bliskiej odległości nasmarkał czarodziejowi na czubki butów. Dorregaray pobladł, ale nie poruszył się. Widział - jak i wszyscy - morgenstern łańcuchowy na łokciowej długości trzonku trzymany przez Niszczukę w nisko opuszczonej dłoni. Wiedział - jak i wszyscy - że czas, potrzebny na rzucenie zaklęcia jest nierównie dłuższy od czasu, jaki potrzebny będzie Niszczuce na rozwalenie mu głowy na ćwierci. - No - powiedział Boholt. - A teraz odejdźcie grzecznie na bok, proszę waszmości. A jeśli przyjdzie ci ochota znowu otworzyć gębę, to prędko wetknij sobie w nią wiecheć trawy. Bo jeśli jeszcze raz usłyszę twoje stękania, to mnie popamiętasz. Boholt odwrócił się, zatarł dłonie. .
- nacie sobie, żył pod wodą czerpiąc z morskich bogactw? .
- Praktyczną wartość tej filozofii ilustruje przypadek młodej kobiety, z którą rozmawiałem wiele lat temu. Umówiła się ze mną na godzinę drugą pewnego popołudnia w moim biurze. Będąc tego dnia bardzo zajęty, trochę się spóźniłem i było już pięć po drugiej, kiedy wszedłem do pokoju, gdzie na mnie czekała. Widać było, że jest niezadowolona, bo miała zaciśnięte wargi. - Jest pięć po drugiej, a umówiliśmy się na drugą - powiedziała. - Wysoko cenię punktualność. .
- Umówiłem się z nim na określoną godzinę w moim pokoju w hotelu. Drzwi były otwarte i widziałem przez nie windę. Przypadkowo spojrzałem w jej kierunku w momencie, gdy się otworzyła i ów człowiek zaczął iść korytarzem w moją stronę, powłócząc nogami. Wydawało się, że w każdej chwili może się przewrócić i że z dużym trudem pokonuje tę odległość. Poprosiłem go, by usiadł i zacząłem rozmowę, która jednak okazała się bezowocna i niczego mi nie wyjaśniła z powodu jego skłonności do uskarżania się na swój stan i niemożności uważnego zastanowienia nad moimi pytaniami. Przyczyna tkwiła najwyraźniej w jego niezmiernej litości dla samego siebie. Gdy zapytałem, czy chciałby wyzdrowieć, spojrzał na mnie z wyrazem niezmiernego napięcia i żałości. Odpowiedział, że dałby wszystko, aby móc odzyskać energię i chęć do życia, którymi kiedyś się cieszył. Zacząłem wyciągać z niego pewne fakty dotyczące jego życia i doświadczeń. Były one wszystkie bardzo osobistej natury, a wiele tkwiło w tak głębokich czeluściach jego świadomości, że wydobycie ich na światło dzienne przyszło mi z najwyższym trudem. Były to przeżycia z dzieciństwa, lęki z najwcześniejszych lat, wyrastające w większości z relacji między matką a dzieckiem. Niemało było też sytuacji naznaczonych poczuciem winy. Wyglądało na to, że przez lata czynniki te nawarstwiały się jak piasek naniesiony przez rzekę do kanału. Przepływ energii zmniejszał się stopniowo, aż zaczęło docierać jej za mało. Umysł tego człowieka był w tak totalnej defensywie, że jakiekolwiek racjonalne rozważanie i wyjaśnienie wydawało się zupełnie niemożliwe. .
- A to? - Geralt zatrzymał się. - Cóż to za okropna scena? .
- pobitych i poranionych, więc oni myśleli, że ja także z tych, i .
- kowo zza kulis, później na odsłoniętej scenie. .
- mość była absolutnie jasna. .
- - Żadne - rzekł Will. .