- Przyszlemy wam tu - rzekł Fryc - wszystkiego, co potrzeba, a potem zobaczymy... .
Powiedział, że sytuacja jest. . Lais, Paris 1939; Marina Grey, „Le generał meurt a minuit". Plon, Paris 1981; Marina Gorboff, „La Russie. - Możesz adresować te koperty! - oznajmił Lockhart takim tonem, jakby robił Harry'emu łaskę. - Pierwsza będzie do Gladys Gudgeon... to moja zagorzała wielbicielka. Minuty wlokły się niemiłosiernie. Harry pozwolił, aby nieustający potok słów Lockharta przepływał gdzieś obok niego, od czasu do czasu pomrukując: „mmm", „aha" i „tak", kiedy docierały do niego zwroty w rodzaju: „Sława to kapryśny przyjaciel, Harry" albo: „Sława to sława, zapamiętaj to sobie, synu". Świece były coraz krótsze, a ich blask tańczył na mnóstwie ruchomych twarzy Lockharta, obserwujących ich ze ścian. Harry przyłożył obolałą rękę do którejś z rzędu koperty (był pewien, że tysiącznej) i wypisał adres Weroniki Smethley. Chyba już zbliża się czas, żeby wyjść, pomyślał, pragnąc, by zbliżył się już teraz... W tej samej chwili coś usłyszał... coś zupełnie różnego od trzasku gasnących płomieni świec i paplania Lockharta. Był to głos, głos, który go zmroził do szpiku kości, głos zapierający dech w piersiach, głos lodowato jadowity.. - Panie prezydencie, sir. Proszę się obudzić, sir.. Wierzyłem i ja, że nastaną lepsze czasy, pókim tu wraz z innymi. O niewierna istoto, o duszo zmiennicza!.